Cztery sieci komórkowe nadają już w Polsce w 5G, a operatorzy za częstotliwości 3400–3800 MHz wyłożyli razem 1,9 mld zł. No i mimo to przy każdym nowym maszcie wraca dokładnie to samo pytanie: 5G — jak to w sumie działa i czy promieniowanie nam tu zaszkodzi. Urząd Komunikacji Elektronicznej odpowiada na to od kilku lat właściwie jednakowo. Sieć normy spełnia, a narażenie jest niższe niż przy 4G.
5G: jak działa nowa sieć komórkowa
5G to po prostu piąta generacja sieci komórkowej. Dane lecą falami radiowymi, czyli mniej więcej tak jak w starszych technologiach, tylko że robi to wszystko sprawniej. Mamy większą przepustowość, niższe opóźnienia i obsługę naprawdę wielu urządzeń naraz, w jednym miejscu.
Cała różnica siedzi tak naprawdę w częstotliwościach. Sieć korzysta z dwóch zakresów. Ten niższy, poniżej 6 GHz, daje szeroki zasięg i przebija się przez ściany. A ten wyższy, powyżej 24 GHz, oferuje rekordowe prędkości… ale słabnie już po kilkuset metrach i gubi się na każdej przeszkodzie.
Częstotliwości, prędkość i zasięg
Na razie rozwijamy 5G głównie w paśmie 3400–3800 MHz, czyli w tzw. paśmie C. Każdy z czterech operatorów dostał blok o szerokości 100 MHz. Pasmo milimetrowe 26 GHz wciąż czeka sobie na aukcję, a regulator jakoś specjalnie się z tym nie spieszy.
Sporo zmieniają niskie pasma pokryciowe. I dlatego operatorzy sięgnęli też po częstotliwości 700 MHz, które dają zasięg w budynkach i poza miastem. Do 2030 roku mają objąć lepszą jakością 99 proc. gospodarstw domowych, z minimalną prędkością pobierania 120 Mb/s.
Czy promieniowanie 5G jest groźne? Co mówią normy
No i tu zaczyna się ta część, która budzi najwięcej emocji. Fale 5G to promieniowanie niejonizujące, a nie coś takiego jak rentgen. Mimo to maszty obrosły mitami, z pandemią koronawirusa włącznie.
UKE odbija te zarzuty wprost. „Nieprawdziwe są informacje, które w jakikolwiek sposób łączą budowę sieci 5G z wystąpieniem aktualnej pandemii koronawirusa” — napisał urząd w komunikacie z kwietnia 2020 roku. W tym samym dokumencie pojawia się drugie twierdzenie: „Sieć 5G generuje mniejsze poziomy narażenia na pola elektromagnetyczne niż istniejące sieci 4G”.
Normy są twarde i w sumie zapisane w prawie. Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 17 grudnia 2019 roku ustaliło od 1 stycznia 2020 roku dopuszczalne natężenie pola na poziomie 10 W/m² dla częstotliwości 2–300 GHz. Co więcej, zalecenie Rady 1999/519/EC zakłada, że narażenie ludzi w Unii powinno być „zawsze co najmniej 50 razy mniejsze” niż graniczne wartości z wytycznych komisji ICNIRP.
A w praktyce ta strefa, w której pole sięga limitu, to zwykle jakieś kilkadziesiąt centymetrów do kilkunastu metrów wokół samej anteny. Więcej o samej technologii i jej rozwoju pisze serwis Spider's Web.
Aukcja UKE i rozbudowa sieci
Rozbudowę napędzają pieniądze i terminy, akurat te dwie rzeczy. Aukcję pasma 3400–3800 MHz rozstrzygnięto po 17 rundach, w trzy dni. Tak relacjonował ją prezes UKE Jacek Oko: „Doczekaliśmy się rozstrzygnięcia aukcji częstotliwości z zakresu 3400–3800 MHz”.
Najwięcej za blok zapłacił T-Mobile — 496,837 mln zł. Tuż za nim uplasowały się Orange i P4, każdy po 487,095 mln zł, oraz Polkomtel z kwotą 450 mln zł. Łącznie do budżetu wpłynęło 1,9 mld zł, a szczegóły rozliczeń opisał serwis Money.pl.
Kolejna aukcja, ta na pasma poniżej 1 GHz, dorzuciła do budżetu prawie 2,6 mld zł. Operatorzy mają teraz czas, żeby tę przestrzeń jakoś zagospodarować. Zasady i obowiązki zasięgowe wyjaśniamy szerzej w naszym poradniku o internecie mobilnym.
Płatności zwycięzcy mają uregulować w 14 dni od doręczenia decyzji.