Myśleliście kiedyś, kiedy właściwie przekroczymy tę granicę, o której wszyscy w kółko gadają? No więc… już ją mamy za sobą. Rok 2024 zamknął się pierwszym w historii pomiarów wynikiem powyżej 1,5 stopnia Celsjusza ponad poziom sprzed epoki przemysłowej. Średnia temperatura globalna doszła do 1,55°C względem okresu 1850–1900 — tak przynajmniej podała unijna służba Copernicus. I to jest akurat ta granica, którą porozumienie paryskie wyznaczyło jako linię, za którą skutki ocieplenia robią się raczej trudne do cofnięcia.
Bo wiecie, dyskusja o tym, czy klimat się w ogóle zmienia, dawno już przestała być sporem naukowym. Dziś kłócimy się o coś innego, a mianowicie: o tempo, o koszty i o to, kto za to wszystko zapłaci, czyli za przejście na inną energetykę. Zmiany klimatu i ich przyczyny są po prostu zmierzone, a skutki widać w danych — pogodowych, rolniczych, no i ubezpieczeniowych też.
Rok 2024 jako pierwszy powyżej 1,5 stopnia
422 ppm — tyle mniej więcej wyniosło średnie stężenie dwutlenku węgla w atmosferze w 2024 roku. Cofnijmy się dla porównania: przed rewolucją przemysłową trzymało się ono w okolicach 280 ppm. Różnica to ponad 140 ppm, czyli w sumie wzrost o połowę względem tego, od czego startowaliśmy.
Copernicus odnotował, że 2024 był nie tylko najgorętszym rokiem w całej serii pomiarowej, ale też pierwszym, który w skali całego roku przebił próg 1,5°C. I tu uwaga — takie jednoroczne przebicie wcale nie znaczy jeszcze, że złamaliśmy cel paryski, bo ten liczy się jako wieloletnia średnia. No ale sygnał jest czytelny, raczej nie da się go tak po prostu zignorować.
Tempo wzrostu stężenia CO2 też przyspiesza. Brytyjska służba Met Office wskazała, że przyrost dwutlenku węgla w atmosferze przebija ścieżki, które IPCC kreśliło dla scenariusza utrzymania ocieplenia w ryzach 1,5°C. Czyli, mówiąc inaczej, wytwarzamy więcej emisji, niż zakładały te najbardziej ostrożne plany.
Zmiany klimatu przyczyny mają policzone
Dwutlenek węgla odpowiada za jakieś 80 procent antropogenicznego wpływu na ocieplenie — tak wynika z zestawień, na które powołuje się portal Nauka o klimacie. Reszta to przede wszystkim metan i podtlenek azotu. A jak spojrzymy na bilans emisji Unii Europejskiej z 2021 roku, to CO2 stanowił tam niemal 80 proc. wolumenu, a metan ponad 12 proc.
Źródło tego CO2 jest w sumie jedno i całkiem nieźle udokumentowane. To spalanie węgla — kamiennego i brunatnego — ropy naftowej oraz gazu ziemnego. W samym 2019 roku wypuściliśmy do atmosfery z paliw kopalnych blisko 37 miliardów ton dwutlenku węgla. No, sporo.
Do tego dochodzi jeszcze wylesianie. I tu wycinka lasów działa raczej podwójnie — uwalnia węgiel zmagazynowany w drzewach, a jednocześnie likwiduje pochłaniacz, który ten węgiel z powietrza wcześniej wyciągał. Metan z kolei bierze się z wydobycia i transportu paliw kopalnych, z hodowli zwierząt, no i z rozkładu odpadów organicznych na składowiskach.
Sam mechanizm fizyczny jest prosty i znamy go już od XIX wieku. Gazy cieplarniane przepuszczają promieniowanie słoneczne, ale zatrzymują część ciepła, które Ziemia wypromieniowuje z powierzchni. Im więcej tych gazów, tym mniej ciepła ucieka w kosmos… i tyle, to cała tajemnica.
Polska wciąż stoi na węglu, choć mniej niż rok wcześniej
56,2 procent — taki udział miał węgiel w produkcji energii elektrycznej w Polsce w 2024 roku, według raportu Forum Energii. I to jest akurat rekordowo niski poziom, niższy o 4,3 punktu procentowego niż rok wcześniej, kiedy sięgał 60,5 proc.
Sam węgiel kamienny dał 34,9 proc. produkcji, a brunatny kolejne 21,3 proc. Odnawialne źródła energii odpowiadały za 29,4 proc. — i to też rekord. Tempo zmian w naszym miksie energetycznym przyspiesza, no ale punkt startowy mamy wysoki na tle Europy, co tu dużo mówić.
Dla emisji ma to bezpośrednie przełożenie. Węgiel brunatny jest najbardziej emisyjnym paliwem kopalnym, a polska energetyka oparła się na nim w stopniu, jaki w Unii utrzymuje już raczej niewiele krajów. I tak naprawdę każdy punkt procentowy przesunięty z węgla na wiatr czy fotowoltaikę zmniejsza ślad węglowy całej gospodarki.
Poniższe zestawienie pokazuje, z czego Polska wytwarzała prąd w 2024 roku i jak duży dystans dzieli pojedyncze źródła.
| Źródło energii | Udział w produkcji 2024 |
|---|---|
| Węgiel kamienny | 34,9% |
| Węgiel brunatny | 21,3% |
| OZE (wiatr, słońce, woda, biomasa) | 29,4% |
| Pozostałe (gaz, import, inne) | ok. 14,4% |
Skutki widać w pomiarach, nie tylko w prognozach
Każda dekada od lat 80. była cieplejsza od poprzedniej. I to nie jest żadne modelowanie przyszłości, tylko zapis z termometrów rozstawionych po całym globie. Przy czym ocieplenie nie rozkłada się równo — szybciej grzeją się obszary lądowe i te wysokie szerokości geograficzne.
Konsekwencje są mierzalne, da się je realnie policzyć. Topnieją lodowce górskie i pokrywa lodowa Grenlandii, a poziom mórz podnosi się w tempie kilku milimetrów rocznie. Cieplejsza atmosfera magazynuje więcej pary wodnej, co nasila i ulewy, i — gdzie indziej — okresy suszy.
U nas, w Polsce, widać to głównie po rolnictwie i gospodarce wodnej. Susze rolnicze wracają coraz częściej, a gwałtowne opady spadają w krótszym czasie, przez co przeciążają kanalizację burzową w miastach. No i branża ubezpieczeniowa od lat raportuje rosnące szkody z tytułu zjawisk pogodowych.
Naukowcy odróżniają przy tym pogodę od klimatu i to akurat ważne. Jedna chłodna wiosna niczego nie podważa, tak samo jak jeden upalny lipiec niczego sam w sobie nie dowodzi. Liczy się trend liczony przez dekady — a ten jest jednoznaczny i wskazuje w górę.
Co realnie hamuje ocieplenie
Porozumienie paryskie z 2015 roku zobowiązało państwa do utrzymania wzrostu temperatury wyraźnie poniżej 2°C, no i do dążenia ku granicy 1,5°C. Cel pozostaje ten sam, choć dystans do niego rośnie z każdym kolejnym rokiem rekordowych emisji.
Dźwignia o największej masie to energetyka. Zastępowanie węgla i gazu źródłami bezemisyjnymi — wiatrem, słońcem, atomem — odcina największe źródło CO2. Druga sprawa to efektywność, czyli po prostu zużywanie mniej energii na tę samą produkcję, ogrzewanie czy transport.
Transport i budynki dokładają swoje. Elektryfikacja samochodów ma sens dla klimatu o tyle, o ile prąd przestaje pochodzić z węgla — inaczej trochę się to mija z celem. A ocieplanie domów i wymiana kopciuchów na pompy ciepła obniżają zapotrzebowanie u źródła, zanim w ogóle trzeba je czymś pokryć.
Po stronie pochłaniania liczą się lasy i gleby, bo wiążą węgiel naturalnie. Technologie wychwytu CO2 są na razie drogie i działają w skali raczej pilotażowej, więc nie zastąpią cięcia emisji u źródła. IPCC powtarza w kółko jedno: każdy ułamek stopnia, o który uda się ograniczyć ocieplenie, zmniejsza skalę szkód.
A według ostatnich danych przyrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze i tak nadal wyprzedza ścieżki zgodne z celem 1,5°C — no i 2024 rok zamknął się na poziomie 422 ppm.