Fotowoltaika w 2026 roku? No i wciąż się opłaca, tylko że ten cały rachunek wygląda już inaczej niż jakieś trzy lata temu. Bo dziś o zwrocie nie decyduje sama produkcja, czyli ile te panele wyprodukują, tylko to, ile prądu właściciel zużyje od razu, na bieżąco… i czy ma magazyn energii.
Najważniejsza zmiana? Sposób rozliczeń. Nowi prosumenci są dziś rozliczani w net-billingu według cen godzinowych, a nie miesięcznych — i to akurat sporo zmienia. W praktyce wygląda to tak, że nadwyżka, którą oddajemy do sieci w samo południe, bywa warta grosze. No bo wtedy w całym systemie energii jest po prostu najwięcej.
„W godzinach największego nasłonecznienia cena sprzedaży energii do sieci może spaść do zera, a nawet poniżej zera” — tak skutki taryf dynamicznych opisują eksperci branży fotowoltaicznej. A wieczorem? Sytuacja się odwraca. Panele już nie produkują, zużycie nam rośnie, a prąd kupowany z sieci robi się droższy.
I dlatego te liczby przestały być symetryczne. Energia z taryfy G11 kosztuje teraz mniej więcej 1,04 zł za kilowatogodzinę brutto, a odkup nadwyżek w net-billingu w styczniu 2026 roku wynosił jakieś 0,55 zł za kilowatogodzinę. Czyli różnica prawie dwukrotna — i to ona właśnie przesądza, że oddawanie prądu do sieci raczej przestało się opłacać.
Stąd nowy fundament całej kalkulacji. „Kluczem do opłacalności jest maksymalna autokonsumpcja i magazyn energii” — podkreślają instalatorzy. I tak w sumie jest, bo sam magazyn potrafi podnieść zużycie własne do 80–90 procent, zamiast oddawać tanio i potem odkupywać drogo.
Koszty samej instalacji? Te akurat zostały dość przewidywalne. Typowy zestaw o mocy 5 kWp kosztuje 20–25 tysięcy złotych brutto. Bez dotacji i przy niskiej autokonsumpcji zwrot rozkłada nam się na jakieś dziewięć lat, co zresztą potwierdzają wyliczenia portali finansowych, w tym serwisu money.pl. Z dofinansowaniem ten okres skraca się do pięciu–siedmiu lat.
I tu wchodzi program Mój Prąd 7.0. Dofinansowanie sięga 16 tysięcy złotych, ale jego konstrukcja zmieniła reguły gry, a mianowicie: „Warunkiem wsparcia jest sprzężenie instalacji fotowoltaicznej z magazynem energii” — tak wynika z zasad programu. Mówiąc wprost — dotacji na same panele już praktycznie nie ma. Państwo dopłaca do układu z magazynem i tyle.
Do tego dochodzi jeszcze ulga termomodernizacyjna, która pozwala odliczyć ten wydatek od dochodu. W połączeniu z dotacją realnie obniża nam próg wejścia i przyspiesza zwrot, na co zwracają uwagę także analizy branżowe publikowane przez Business Insider.
Wniosek z tych liczb jest właściwie jeden. Instalacja kupiona „pod licznik”, bez planu zużycia i bez magazynu, w 2026 roku zwraca się wolno. Ta sama instalacja, ale z magazynem i wysoką autokonsumpcją, wciąż daje konkretną oszczędność na rachunku.
Odkup po 0,55 zł, zakup po 1,04 zł, dotacja warunkowana magazynem energii — no i to są te trzy liczby, które dziś decydują o tym, czy panele na dachu w ogóle mają sens.