No i znowu się zaczęło — sprawdzasz konto, a tam abonament wyższy niż miesiąc temu. Tak właśnie wygląda sytuacja od maja 2026, bo Starlink kolejny raz podniósł u nas ceny i, co ważne, podwyżka objęła dosłownie każdy wariant. Ten internet satelitarny należy do SpaceX i tym razem zmienili stawki i w planach domowych, i w tych mobilnych. Więc pierwsze pytanie, które samo się ciśnie, brzmi prosto: ile to teraz właściwie kosztuje.
No to lecimy po kolei. Najtańszy plan domowy, ten z pobieraniem do 100 Mb/s, kosztuje teraz 135 zł miesięcznie, czyli o 6 zł więcej niż wcześniejsze 129 zł. Plan do 200 Mb/s podskoczył ze 179 zł do 190 zł. A wariant Max, ten bez limitu danych, urósł z 249 zł do 265 zł miesięcznie.
Starlink ile kosztuje: cennik abonamentów od maja 2026
Podwyżka nie ominęła też oferty mobilnej, czyli tej dla osób, które korzystają z neta w ruchu. Pakiet „W drodze” z limitem 100 GB kosztuje teraz 185 zł zamiast 175 zł. A wersja bez limitu poszła w górę z 430 zł na 460 zł miesięcznie… trochę boli.
„Droższy staje się każdy z trzech planów domowych i oba abonamenty mobilne” — tak to relacjonuje serwis Tabletowo, opisując te zmiany od maja. Ale uwaga, ten sam serwis dodaje, że obecne stawki i tak są raczej wyraźnie niższe niż te z 2024 roku.
I jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć — do abonamentu musimy doliczyć koszt startowy. Za wysyłkę i obsługę w pierwszym miesiącu operator bierze 101 zł. Co w sumie pocieszające, masz 30 dni na to, żeby się z usługi wycofać.
Zestaw na własność czy wypożyczenie
Sprzęt możemy dostać w bezpłatnym wypożyczeniu, ale tylko w ramach planów domowych. A jak ktoś woli mieć antenę na własność, to dopłaca za nią osobno. Zestaw Mini wyceniono na 869 zł, a ten większy, czyli Standard, na 1499 zł.
„Najtańszy pakiet ma teraz niższą cenę” — zauważał wcześniej portal Telepolis, opisując to, jak ofertę rozbito na trzy plany domowe. Bo dziś operator dzieli ją na pakiety Dom 100, Dom 200 oraz Dom Max, a różnią się one przepustowością i limitami.
Jak działa internet satelitarny
No dobra, ale jak to w ogóle działa? Starlink to sieć tysięcy satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Sygnał leci z satelity do anteny, którą ustawiasz gdzieś przy domu, a stamtąd już zwykłym kablem do routera. I właśnie dlatego ta usługa nie potrzebuje światłowodu ani kabla telefonicznego, co robi z niej alternatywę dla terenów bez infrastrukturze naziemnej.
Ta niska orbita ma znaczenie, i to spore, akurat dla opóźnień. Satelity krążą dużo bliżej Ziemi niż w tych klasycznych systemach satelitarnych, więc czas odpowiedzi spada na tyle, że usługa nadaje się też do wideorozmów czy grania. I co ważne — prędkość zależy od tego, jaki plan wybierasz, no i od liczby użytkowników w danym rejonie.
Antena sama ustawia się w kierunku satelitów, jak ją tylko podłączysz. Operator deklaruje, że cały montaż sprowadza się raczej do rozłożenia zestawu i podpięcia zasilania. Tylko że realna przepustowość bywa jednak niższa w godzinach szczytu, czyli wtedy, gdy z jednej komórki sieci korzysta naraz wielu klientów.
I tak, mimo kolejnej podwyżki Starlink dalej zostaje jednym z nielicznych rozwiązań tam, gdzie operatorzy naziemni po prostu nie docierają. Najtańszy abonament domowy zamyka się dziś w kwocie 135 zł miesięcznie plus te 101 zł kosztu startowego.