Amerykańskie Kolegium Kardiologii (ACC) razem z Amerykańskim Towarzystwem Kardiologicznym (AHA) wzięły i obniżyły progi, od których lekarz w ogóle zaczyna myśleć o statynach — czyli tych lekach na cholesterol, które według nowych zaleceń można podać już komuś po trzydziestce. I to akurat spora zmiana, bo przez lata te zasady ustawiały terapię raczej pod ludzi starszych i po zawale. No i nagle pytanie, co to są statyny i kiedy trzeba je brać, dotyczy też młodszych pacjentów.
Co to są statyny i jak działają
Statyny to taka grupa leków, które obniżają nam cholesterol, a przede wszystkim frakcję LDL — czyli ten „zły” cholesterol. Działają w sumie dość sprytnie: hamują enzym, reduktazę HMG-CoA, a to ona odpowiada za produkcję cholesterolu w wątrobie. No i wtedy organizm wytwarza go mniej, a do tego szybciej wyłapuje LDL z krwi.
Efekt jest całkiem wymierny. Statyny potrafią ściąć frakcję LDL o jakieś 30–60 procent, a trójglicerydy o 20–45 procent. I dlatego właśnie używamy ich w profilaktyce miażdżycy i tego, co ona za sobą ciągnie — zawału serca i udaru mózgu.
Kiedy lekarz włącza leczenie
Tu nie chodzi o jeden wynik z kartki. Lekarz patrzy na całe ryzyko sercowo-naczyniowe, czyli mniej więcej na to, jakie jest prawdopodobieństwo, że ktoś umrze z przyczyn krążeniowych w ciągu najbliższej dekady. I według nowych zaleceń ACC i AHA statyny warto rozważyć już u osób po trzydziestce, jeśli LDL przekracza 160 mg/dl.
A cele terapeutyczne leżą jeszcze niżej. U pacjentów w wieku 30–79 lat z umiarkowanym ryzykiem LDL raczej nie powinien przekraczać 100 mg/dl. Przy wysokim ryzyku granicę ustawiono na 55 mg/dl. I tu jest myśl: jak włączymy terapię wcześnie, gdy cholesterol nie jest jeszcze dramatycznie wysoki, to można leczyć latami małymi dawkami… a to w wielu przypadkach ogranicza działania niepożądane.
Nasz, polski grunt opisują wytyczne z 2021 roku, przygotowane wspólnie przez sześć towarzystw naukowych (PTL, KLRWP, PTK, PTDL, PTD, PTNT). Do oceny ryzyka w podstawowej opiece zdrowotnej zalecają one rodzimą skalę. „Szczególnie zalecanym narzędziem do oceny ryzyka sercowo-naczyniowego w profilaktyce pierwotnej jest skala Pol-SCORE” — czytamy w dokumencie.
Im wyższe ryzyko, tym niższy cel
No i tu jest taka prosta zależność: im większe zagrożenie, tym niżej schodzą wartości docelowe. W polskich wytycznych podano nawet konkretny przykład: „u pacjenta po przebytym udarze niedokrwiennym mózgu z wyjściowym stężeniem LDL-C 125 mg/dl cel terapeutyczny to < 55 mg/dl".
A najostrzejszy próg dotyczy osób po ostrym epizodzie wieńcowym. „U pacjenta po ostrym zespole wieńcowym z wielonaczyniową chorobą wieńcową rozpoznajemy ekstremalnie wysokie ryzyko sercowo-naczyniowe i powinniśmy dążyć do zmniejszenia stężenia LDL-C < 40 mg/dl" — piszą autorzy zaleceń. A tymczasem dla osób bez objawów stosuje się skale SCORE2 (wiek 40–69 lat) oraz SCORE2-OP (powyżej 70 lat).
Eksperci zaznaczają jednak jedno: takiej oceny ryzyka nie robimy sobie sami, w domu. Robi to lekarz, zestawiając ze sobą wiek, ciśnienie, palenie, cukrzycę i wywiad rodzinny — bo przedwczesne zawały, u mężczyzn przed 55. a u kobiet przed 65. rokiem życia, podnoszą zagrożenie. Szerzej cały ten kontekst nowych zaleceń opisuje serwis Poradnik Zdrowie, a praktyczne wskazówki dla lekarzy zebrała Termedia.
I uwaga — samo branie leków niczego za nas nie załatwia. Wytyczne przypominają, że dieta, ruch, trzymanie prawidłowej wagi, rzucenie papierosów i ograniczenie alkoholu dalej są częścią terapii — no i to niezależnie od tego, czy ktoś bierze statyny, czy nie.