Słuchaj, zauważyłeś kiedyś, że jedni mówią „jestem na etacie”, a inni „mam działalność i wystawiam fakturę”? No i właśnie o tym drugim sobie dzisiaj pogadamy. Bo umowa B2B to wcale nie jest układ pracodawca–pracownik… to umowa między dwiema firmami. Sama nazwa zresztą o tym gada, „business to business”. Czyli jak ktoś pyta, co to w ogóle ta umowa B2B, to chodzi o coś takiego: człowiek robiący robotę ma własną działalność i zamiast podpisywać umowę o pracę, po prostu wystawia firmie fakturę za usługi i tyle.
I to rozróżnienie wcale nie jest takim sobie formalnym detalem, ono naprawdę o czymś decyduje. O tym, jakie przepisy chronią obie strony, kto płaci składki i podatki, no i komu w sumie należy się urlop. Etat siedzi w Kodeksie pracy. A taki kontrakt B2B? Ten stoi raczej na Kodeksie cywilnym.
Co to umowa B2B w świetle przepisów
Zacznijmy może od tego, że Kodeks pracy umowy B2B w ogóle nie obejmuje. Tutaj stronami nie są pracodawca i pracownik, tylko dwa podmioty gospodarcze, no i dlatego całą tę współpracę regulują przepisy o świadczeniu usług z Kodeksu cywilnego — a mianowicie: art. 750, który odsyła nas dalej do przepisów o zleceniu.
I konsekwencja jest tu całkiem namacalna. Osoba na kontrakcie nie ma prawa do płatnego urlopu wypoczynkowego, nie ma wynagrodzenia chorobowego od „pracodawcy”, nie ma też tej ochrony przed zwolnieniem, którą daje Kodeks pracy. No nic z tych rzeczy, serio.
Nie obowiązuje raczej też minimalne wynagrodzenie, czyli to ustalane co roku przez rząd. Stawkę strony ustalają sobie same w umowie, a jej wysokość ogranicza tak naprawdę tylko rynek i to, ile zleceniodawca w sumie zgodzi się zapłacić.
Wypowiedzenie akurat też wygląda inaczej. Zamiast okresów z Kodeksu pracy obowiązuje to, co strony sobie wpisały do kontraktu. Czasem to siedem dni, czasem trzy miesiące… a bywa, że trafiają się umowy z rozwiązaniem od ręki, natychmiast.
Samozatrudniony sam rozlicza ZUS i podatek
No dobra, ale żeby w ogóle podpisać taki kontrakt B2B, najpierw musimy założyć działalność gospodarczą i wpisać ją do CEIDG. I od tego momentu przedsiębiorca sam odprowadza składki na ubezpieczenia i zaliczki na podatek dochodowy. Nikt tego za niego nie zrobi, no serio.
Nowe firmy korzystają zwykle z ulg i tu akurat jest trochę luzu. „Ulga na start” zwalnia z większości składek społecznych przez pierwsze sześć miesięcy działalności. Potem przez dwa lata można płacić tzw. preferencyjny ZUS, liczony od obniżonej podstawy. I dopiero po tym wszystkim wchodzą pełne składki.
Składka zdrowotna to osobny temat, sam w sobie. Po zmianach z Polskiego Ładu jej wysokość zależy od formy opodatkowania i od dochodu — czyli to już nie jest taka stała kwota, równa dla wszystkich. Szczegółowe zasady jej naliczania serwisy branżowe, takie jak money.pl, aktualizują przy każdej zmianie progów.
Formę opodatkowania przedsiębiorca wybiera sobie sam. Do wyboru mamy zasady ogólne ze skalą 12 i 32 procent, podatek liniowy 19 procent oraz ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, w którym stawka zależy od rodzaju usług.
Ile naprawdę zostaje „na rękę”
No i tu dochodzimy do sedna, bo porównanie etatu i kontraktu sprowadza się raczej do kwoty netto i tego, co za nią właściwie stoi. Na etacie pracodawca odprowadza składki za pracownika, a ten dostaje wynagrodzenie już po potrąceniach, razem z urlopem i chorobowym. A na B2B? Tutaj przedsiębiorca dostaje pełną kwotę z faktury, no ale wszystkie obciążenia pokrywa z niej już sam.
Poniższe zestawienie pokazuje, gdzie leżą te najważniejsze różnice między obiema formami.
| Element | Umowa o pracę (etat) | Umowa B2B |
|---|---|---|
| Podstawa prawna | Kodeks pracy | Kodeks cywilny (art. 750) |
| Płatny urlop | tak, min. 20–26 dni | nie |
| Wynagrodzenie minimalne | tak, ustalane przez rząd | nie, stawka umowna |
| Składki ZUS odprowadza | pracodawca | sam przedsiębiorca |
| Ochrona przed zwolnieniem | tak | tylko zapisy umowy |
| Koszty firmowe odliczane | nie | tak |
Przy ryczałcie ze stawką 12 procent podatek od tej kwoty wynosi 1800 zł. A jak doliczymy pełne składki społeczne i zdrowotną oraz koszt biura rachunkowego, to realne obciążenie sięga zwykle kilku tysięcy złotych miesięcznie. Dokładny wynik zależy mniej więcej od formy opodatkowania i od tego, ile firma odliczy sobie w kosztach.
I tu właśnie wychodzi przewaga kontraktu. Wydatki związane z działalnością — sprzęt, kursy, część rachunków — możemy wliczyć w koszty i obniżyć podstawę podatku. A etat takiej możliwości po prostu nie daje. Nie ma jej i już.
Kiedy fikcyjne B2B zamienia się w etat
Musimy pamiętać o jednej rzeczy: Państwowa Inspekcja Pracy i ZUS mogą zakwestionować taki kontrakt, jeśli faktycznie wygląda on jak stosunek pracy. Bo decyduje treść współpracy, a nie nazwa umowy na papierze. Mówi o tym art. 22 Kodeksu pracy, który zakazuje zastępowania umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu cech zatrudnienia.
A sygnały są w sumie dość jasne. Stała praca w godzinach wyznaczonych przez zleceniodawcę, w jego siedzibie, pod jego bezpośrednim kierownictwem i tylko dla niego — no i to wszystko upodabnia kontrakt do etatu. Temat tego pozornego samozatrudnienia szeroko opisują serwisy prawnicze, m.in. prawo.pl.
Skutki przekwalifikowania potrafią być naprawdę dotkliwe. Sąd może uznać, że strony łączył stosunek pracy, a to rodzi obowiązek dopłaty zaległych składek i daje wykonawcy prawa pracownicze — i to z mocą wsteczną.
Dlatego część firm pilnuje, żeby kontrakt rzeczywiście miał charakter współpracy między przedsiębiorcami. Liczy się tu samodzielność wykonawcy, jego odpowiedzialność za rezultat, no i możliwość świadczenia usług także innym podmiotom, nie tylko jednemu.
Co warto sprawdzić przed podpisaniem
Przejście na B2B najczęściej oznacza wyższą kwotę na fakturze niż pensja netto na etacie za to samo stanowisko. Tylko że ta różnica ma pokryć to, co wcześniej finansował pracodawca — czyli składki, podatek i ten brak płatnego urlopu. Nic za darmo, no.
Więc zanim ktoś rzuci etat, naprawdę warto policzyć ten realny dochód po wszystkich obciążeniach, a nie patrzeć wyłącznie na stawkę brutto z faktury. Bo inaczej wygląda rachunek przy zasadach ogólnych, inaczej przy podatku liniowym, a jeszcze inaczej przy ryczałcie. Za każdym razem trochę inna bajka.
Znaczenie ma też zabezpieczenie na wypadek choroby, o tym akurat łatwo zapomnieć. Dobrowolne ubezpieczenie chorobowe w ZUS daje prawo do zasiłku, ale trzeba je opłacać i zgłosić, a samo świadczenie liczy się od zadeklarowanej podstawy.
No i w umowie kluczowe są te zapisy o okresie wypowiedzenia, karach umownych, prawach autorskich i zakazie konkurencji. Bo to one — a nie Kodeks pracy — wyznaczają granice współpracy na kontrakcie B2B. I tego raczej nikt za nas nie dopilnuje.