Maj 2026, stoimy przy kasie, patrzymy na paragon i znowu… coś się nie spina. A dzień później Główny Urząd Statystyczny w swoim szybkim szacunku mówi nam, że ceny towarów i usług konsumpcyjnych poszły w górę o 3,1 proc. rok do roku. Jedna liczba — a za nią siedzi cała maszyna, która co miesiąc liczy ceny jakichś dwóch tysięcy produktów. No i akurat tam, przy tej kasie, kiedy paragon rośnie szybciej niż nasza wypłata, samo się ciśnie pytanie: inflacja co to jest.
To powiedzmy sobie najprościej: inflacja to tempo, w jakim drożeje nasz przeciętny koszyk zakupów. GUS nie patrzy na cenę jednego bochenka chleba, tylko na to, jak zmieniają się ceny całego zestawu rzeczy, które kupujemy my, polskie gospodarstwa domowe. I to właśnie ten wskaźnik ląduje potem w komunikatach banku centralnego i w waloryzacji świadczeń.
Inflacja co to jest w ujęciu GUS i NBP
Urząd mówi o tym swoim językiem, czyli „wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych”, w skrócie CPI. I to on jest u nas tą oficjalną miarą inflacji konsumenckiej. Pokazuje po prostu, o ile procent zmieniła się wartość naszego typowego koszyka, jak porównamy to z tym samym miesiącem rok wcześniej.
A co ta inflacja znaczy dla banku centralnego? No to widać po jego celu. Narodowy Bank Polski trzyma cel inflacyjny na poziomie 2,5 proc., z dopuszczalnym pasmem odchyleń plus minus 1 punkt procentowy. Czyli w sumie mamy taki przedział od 1,5 do 3,5 proc.
Majowy odczyt, te 3,1 proc., jeszcze się w tym paśmie mieści… ale tak raczej blisko górnej granicy. Wcześniej, w kwietniu, wskaźnik wynosił 3,2 proc. rok do roku. Różnica niby drobna, a jednak rynek się na niej przejechał.
Koszyk inflacyjny składa się z około 2000 reprezentantów
Dwa tysiące. Tyle mniej więcej wynosi liczba reprezentatywnych towarów i usług, których ceny GUS sprawdza co miesiąc. Ankieterzy chodzą i zbierają notowania w 207 rejonach kraju — w sklepach, w supermarketach, w punktach usługowych, no i w internecie.
I ten cały zestaw to właśnie koszyk inflacyjny. Możemy go sobie wyobrazić jak taki wirtualny paragon, który ma odwzorować, na co my, Polacy, faktycznie wydajemy pieniądze. Siedzi w nim chleb, czynsz, prąd, paliwo, bilet, wizyta u fryzjera i abonament telefoniczny.
Cały ten koszyk dzieli się na 12 głównych grup, ułożonych według międzynarodowej klasyfikacji COICOP. I od danych za 2026 rok GUS liczy wskaźnik zgodnie z jej nowszą wersją, a mianowicie: COICOP 2018. Przy okazji urósł udział wydatków na mieszkanie, zdrowie i żywność.
Wagi koszyka na 2026 rok pokazują, co decyduje o wyniku
Żywność i napoje bezalkoholowe ważą w koszyku na 2026 rok 25,91 proc. To największa pojedyncza grupa. Jak ona drożeje albo tanieje, to najmocniej przesuwa cały wskaźnik — dlatego majowe statystyki tak mocno zależały od cen w sklepach spożywczych.
Druga w kolejności pod względem znaczenia jest grupa związana z mieszkaniem. Nośniki energii i utrzymanie mieszkania odpowiadają za 20,35 proc. wagi indeksu. Razem te dwie kategorie to ponad 46 proc. koszyka, czyli w sumie prawie połowa.
I te wagi nie są wzięte z sufitu. GUS aktualizuje je co roku, na podstawie badania budżetów gospodarstw domowych, w którym tysiące rodzin notują swoje wydatki. Im więcej wydajemy na daną kategorię, tym większy jej ciężar w rachunku inflacji.
| Element pomiaru CPI | Wartość na 2026 r. |
|---|---|
| Monitorowane towary i usługi | ok. 2000 reprezentantów |
| Rejony zbierania cen | 207 |
| Główne grupy (działy COICOP) | 12 |
| Waga żywności i napojów bezalkoholowych | 25,91 proc. |
| Waga nośników energii i utrzymania mieszkania | 20,35 proc. |
Z tysięcy cen powstaje jeden procent
Pojedyncze ceny nie sumują się po równo. Każda grupa wpływa na wynik proporcjonalnie do swojej wagi, więc tani ryż waży mniej niż drogi czynsz. Działa to jak taka średnia ważona, a nie zwykła średnia arytmetyczna.
Łatwo to zobaczyć na liczbach. Gospodarstwo, które wydaje miesięcznie 1000 zł, przeznacza — według wag GUS — jakieś 259,10 zł na żywność i 203,50 zł na energię oraz utrzymanie mieszkania. A reszta rozkłada się na pozostałe dziesięć grup.
No i załóżmy teraz, że w danym miesiącu żywność drożeje o 4 proc., a nośniki energii o 2 proc. Wkład żywności do inflacji to 0,2591 razy 4 proc., czyli jakieś 1,04 punktu. Energia dokłada 0,2035 razy 2 proc., czyli kolejne 0,41 punktu. Same te dwie grupy podbijają wskaźnik o blisko 1,5 punktu procentowego, zanim w ogóle policzymy cokolwiek innego.
Dlatego komunikaty GUS rozbijają inflację na kategorie. Dzięki temu widzimy, że jeden wynik może ciągnąć w górę paliwo, a w dół jednocześnie taniejące warzywa. Wskaźnik pokazuje nam taką wypadkową, a nie nasz nastrój przy konkretnej półce.
Majowy spadek zaskoczył ekonomistów
3,1 proc. To był wynik wyraźnie niższy od prognoz. Ekonomiści, których pytała „Rzeczpospolita” i „Parkiet”, spodziewali się średnio 3,6 proc., a mediana sięgała 3,7 proc. Większość zakładała mocny wzrost, a tu proszę — inflacja spadła.
Za tą niespodzianką stała przede wszystkim żywność. Według szybkiego szacunku artykuły spożywcze i napoje bezalkoholowe potaniały w maju o jakieś 1,0 proc. miesiąc do miesiąca. Przy ich wadze w koszyku taki ruch w zupełności wystarczył, żeby zbić w dół cały odczyt.
Bankier.pl pisał wprost, że majowy odczyt CPI sensacyjnie spadł, zaskakując ekonomistów. Tylko że szybki szacunek to dane wstępne. Pełny komunikat z rozbiciem na wszystkie grupy GUS publikuje zwykle w połowie kolejnego miesiąca — i to on bywa potem rewidowany.
A mechanizm waloryzacji świadczeń opiera się na innym wycinku tych danych, o czym więcej w tekście o waloryzacji emerytur. Tam liczy się średnioroczny wskaźnik, a nie pojedynczy miesięczny odczyt. I maj akurat pokazał, jak bardzo te dwie liczby potrafią się z czasem rozjechać.