Kupiłbyś teraz złoto? No bo wszyscy znowu o nim gadają, a ceny robią takie rzeczy, że ciężko tak po prostu przejść obok i wzruszyć ramionami. W połowie stycznia 2026 roku za uncję trojańską płacono na świecie jakieś 4 600 dolarów. Przeliczamy to na nasze i wychodzi trochę ponad 530 zł za gram, czyli mniej więcej 16,5 tys. zł za jedną uncję. A dla porównania — na początku 2025 roku gram kosztował jakieś 360 zł. No i widzisz… inwestowanie w złoto przez ostatni rok dało wzrost ceny w złotówkach o blisko 50 procent, więc kruszec znowu wskoczył na listę najczęściej omawianych aktywów na naszym rynku.
Uncja zdrożała do 16,5 tysiąca złotych
Cofnijmy się chwilę. 26 grudnia 2025 roku notowania złota sięgnęły ponad 4 561 dolarów za uncję trojańską. I był to jeden z historycznych rekordów minionego roku, a ten rok akurat obfitował w kolejne szczyty cenowe, jeden po drugim. Tempo tej zwyżki zaskoczyło nawet część analityków… a oni raczej rzadko się czemukolwiek dziwią.
Skala tego ruchu naprawdę robi wrażenie, jak tylko zestawisz punkt startowy z metą. Gram drożał z około 360 zł do ponad 530 zł w ciągu dwunastu miesięcy. No i dlatego ci, którzy kupili metal na początku 2025 roku, patrzą dziś na całkiem wyraźny zysk, taki na papierze.
Tylko że część tego wzrostu bierze się z osłabienia walut, a nie z samej wartości kruszcu. Bo musimy pamiętać o jednej rzeczy — złoto wyceniane jest w dolarach, a kurs amerykańskiej waluty plus kondycja naszego złotego przekładają się wprost na cenę, którą potem widzimy w kantorach i mennicach.
Banki centralne kupują, prognozy sięgają 5000 dolarów
Prognozy renomowanych banków inwestycyjnych na 2026 rok rozciągają się mniej więcej od 4 400 do nawet 5 000 dolarów za uncję. Morgan Stanley oraz Deutsche Bank wskazują przedział 4 400–4 450 USD/oz. HSBC i Bank of America idą dalej i dopuszczają poziom 5 000 dolarów, o czym pisze money.pl.
Za tymi liczbami stoi kilka konkretnych rzeczy. Po pierwsze, rynek wycenia sobie obniżki stóp procentowych w Stanach, a te historycznie wspierają notowania kruszcu. Po drugie, napięcia geopolityczne wciąż gonią kapitał w stronę aktywów, które uchodzą za bezpieczne.
Ale najważniejszy okazuje się tu popyt instytucjonalny, czyli ci najwięksi gracze. Banki centralne od kilku lat zwiększają rezerwy złota, a ich zakupy to taki trwały filar popytu. Tymczasem inflacja, choć słabnąca, nadal skłania część inwestorów do szukania ochrony wartości pieniądza gdzieś poza lokatami i obligacjami.
Inwestowanie w złoto objęte zwolnieniem z VAT
A teraz podatki, bo to akurat ważne. Sprzedaż złota inwestycyjnego w Polsce korzysta ze zwolnienia od podatku od towarów i usług, na mocy art. 122 ustawy o VAT. Czyli w praktyce mamy stawkę zerową przy obrocie sztabkami oraz monetami bulionowymi. I to jest w sumie jeden z głównych powodów, dla których inwestowanie w złoto fizyczne uchodzi za podatkowo korzystne.
Tylko uwaga — to zwolnienie nie obejmuje dowolnej biżuterii czy pamiątkowych krążków. Przepisy dość precyzyjnie definiują, co jest złotem inwestycyjnym. Chodzi raczej o złoto w postaci sztabek lub płytek o próbie co najmniej 995 tysięcznych, no i o złoto reprezentowane przez papiery wartościowe.
Z monetami jest osobna historia. Żeby moneta była traktowana jako złoto inwestycyjne, jej cena sprzedaży nie może przekraczać wartości rynkowej zawartego w niej kruszcu o więcej niż 80 procent. I dlatego część monet kolekcjonerskich, tych sprzedawanych z wysoką marżą numizmatyczną, wypada poza ten reżim i podlega innym zasadom.
Podatek dochodowy znika po sześciu miesiącach
Tu jest data, którą warto sobie zapamiętać. Osoba prywatna, która sprzeda złoto po upływie pół roku od zakupu, jest zwolniona z podatku dochodowego. To kluczowy moment dla każdego, kto traktuje kruszec jako lokatę na dłużej. A sprzedaż przed upływem sześciu miesięcy rodzi już obowiązek rozliczenia PIT od osiągniętego dochodu.
I jeszcze jedna danina, o której łatwo zapomnieć. Przy umowie sprzedaży rzeczy ruchomych stawka podatku od czynności cywilnoprawnych wynosi 2 procent, a obowiązek spoczywa na nabywcy, czyli na kupującym. Ale uwaga — zakup u profesjonalnego dealera metali szlachetnych nie powoduje powstania PCC. Ta danina po prostu nie ma zastosowania, gdy osoba fizyczna kupuje sztabki albo monety od podmiotu, który prowadzi działalność w obrocie metalami szlachetnymi.
| Danina | Stawka | Kiedy obowiązuje |
|---|---|---|
| VAT | 0% (zwolnienie, art. 122) | Sprzedaż złota inwestycyjnego — sztabki, monety bulionowe |
| PIT | wg skali, od dochodu | Sprzedaż przed upływem 6 miesięcy od zakupu |
| PIT | brak | Sprzedaż po upływie 6 miesięcy od zakupu |
| PCC | 2% | Zakup od osoby prywatnej; brak przy zakupie u dealera |
Sztabka, moneta czy papier
Sztabki złota to wciąż najpopularniejsza forma fizycznej lokaty, no i głównie przez wysoką próbę oraz standardowe gramatury. Wybierasz wielkość od kilku gramów do kilograma, a im większa sztabka, tym zwykle niższa marża w przeliczeniu na gram. Mniejsze nominały są droższe jednostkowo, ale za to łatwiej je później odsprzedać w częściach.
Złote monety bulionowe to drugi filar tego rynku. Lubimy je za rozpoznawalne wzory i za płynność na rynku wtórnym, czyli po prostu łatwo je później upłynnić. Natomiast monety z dużą wartością kolekcjonerską to już osobna bajka, rządzą się logiką numizmatyki, a nie czystej ceny kruszcu.
No i jest jeszcze droga bez fizycznego metalu. Fundusze typu ETF, kontrakty czy certyfikaty pozwalają śledzić cenę złota bez trzymania sztabek w sejfie. Z drugiej strony te rozwiązania wiążą się z innym opodatkowaniem zysków kapitałowych oraz z ryzykiem instytucji pośredniczącej… więc to nie jest całkiem za darmo.
Ryzyko, o którym przypomina historia notowań
Trzeba sobie powiedzieć wprost: cena złota potrafi spadać, i to przez długie lata, mimo całego tego wizerunku aktywa bezpiecznego. Po szczycie z 2011 roku kruszec tracił na wartości przez kilka kolejnych sezonów, a inwestorzy, którzy weszli akurat na górce, musieli czekać latami na odbicie. Tę zmienność opisuje między innymi serwis Subiektywnie o Finansach.
Do tego złoto nie wypłaca odsetek ani dywidendy. Jego posiadacz zarabia wyłącznie na różnicy kursowej, a w międzyczasie ponosi koszty przechowywania oraz ubezpieczenia. Dlatego doradcy raczej traktują kruszec jako jeden z elementów dywersyfikacji portfela, a nie jako jedyną lokatę naszych oszczędności.
I jeszcze jedno — wejście na rynek po serii rekordów niesie dodatkowe ryzyko. Im wyżej cena, tym większy potencjalny zasięg korekty, gdyby popyt instytucjonalny jakoś tam osłabł albo banki centralne zwolniły tempo zakupów. Te prognozy mówiące o 5 000 dolarów za uncję to scenariusz, a nie gwarancja — bo równie realne pozostaje cofnięcie notowań, jeśli geopolityczne napięcia zelżeją, a stopy procentowe utrzymają się wyżej, niż rynek dziś zakłada.