Kiedy ostatnio sprawdzałeś, ile naprawdę zostaje ci w portfelu po wzięciu kredytu gotówkowego? Bo w czerwcu 2026 to wcale nie jest tyle, ile sugeruje samo oprocentowanie. No i tu się robi ciekawie, bo na rachunek składa się sporo rzeczy naraz: odsetki, prowizja, opłata przygotowawcza, a często jeszcze ubezpieczenie. Dlatego jak pytamy, ile kosztuje kredyt gotówkowy, to tak naprawdę sprowadzamy wszystko do jednej liczby — RRSO, czyli rzeczywistej rocznej stopy oprocentowania.
I to właśnie RRSO ściąga te wszystkie opłaty do jednego wskaźnika. A teraz uwaga, bo to ważne… dwa kredyty z identycznym oprocentowaniem potrafią mieć skrajnie różne RRSO, jeśli tylko różni je wysokość prowizji.
Kredyt gotówkowy: ile kosztuje naprawdę
Zacznijmy od oprocentowania, bo to nasz punkt odniesienia — i akurat tu obowiązuje ustawowy sufit. Odsetki maksymalne kapitałowe to dwukrotność sumy stopy referencyjnej NBP i 3,5 punktu procentowego. Tyle, w skrócie.
Stopa referencyjna trzyma się na poziomie 3,75 procent — Rada Polityki Pieniężnej na czerwcowym posiedzeniu niczego nie ruszyła, a w 2026 roku obniżyła ją tylko raz, w marcu, o 0,25 punktu. No i przy takiej stopie oprocentowanie kredytu nie może przekroczyć 14,50 procent rocznie.
„Maksymalna wysokość odsetek wynikających z czynności prawnej nie może w stosunku rocznym przekraczać dwukrotności odsetek ustawowych” — tak mówi Kodeks cywilny. Czyli bank może zejść niżej, jasne, ale wyżej tego progu wejść już nie ma prawa.
Prowizja potrafi przebić odsetki
Tymczasem największe zaskoczenie czeka nas raczej poza odsetkami. Bo prowizje i te wszystkie opłaty dodatkowe bywają wyższe niż całe oprocentowanie razem wzięte — i właśnie dlatego ustawodawca je też ograniczył.
A mianowicie: pozaodsetkowe koszty kredytu konsumenckiego nie mogą być wyższe niż 45 procent całkowitej kwoty kredytu. Ten limit wprowadza ustawa o kredycie konsumenckim z 12 maja 2011 roku, a jej kolejne nowelizacje jeszcze zaostrzały sam wzór na wyliczanie tego pułapu.
„Pozaodsetkowe koszty kredytu w całym okresie kredytowania nie mogą być wyższe od całkowitej kwoty kredytu” — przypomina Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. I to dotyczy też limitu kwoty samego zobowiązania, która przy kredycie konsumenckim nie może przekroczyć 255 550 zł.
Na co uważać przy podpisie
Najwięcej kosztuje zwykle to, czego po prostu nie policzyliśmy wcześniej. Ubezpieczenie spłaty doliczone do kapitału, opłata za wcześniejsze zamknięcie umowy, karne odsetki za opóźnienie — to wszystko po cichu podbija nam realny rachunek.
Z tymi odsetkami za opóźnienie jest osobna sprawa, bo mają wyższy limit. Wynoszą dwukrotność sumy stopy referencyjnej i 5,5 punktu procentowego, czyli w tej chwili 18,50 procent rocznie. No i każdy nieterminowy przelew odpala nam droższy licznik niż samo oprocentowanie kredytu.
Warto zapamiętać jedno: to RRSO, a nie nominalne oprocentowanie, pozwala nam porównać oferty z różnych banków — pokazują to choćby porównywarki i kalkulatory kredytu gotówkowego. A przy dłuższym okresie spłaty suma odsetek rośnie, nawet jeśli rata miesięczna na pierwszy rzut oka wygląda niżej.
Podobne pułapki czyhają zresztą przy innych zobowiązaniach konsumenckich, o czym piszemy w materiale o kosztach kredytu. A przed podpisem liczy się w sumie jedna rubryka — całkowita kwota do zapłaty, ta wpisana do formularza informacyjnego, który bank ma obowiązek wręczyć nam jeszcze przed zawarciem umowy.