No dobra, wyobraź sobie taką scenę: włączasz wiadomości, a tam pan z krawatem mówi, że „gospodarka urosła o 3,6 proc.” i robi przy tym minę, jakby to było oczywiste dla każdego. A my siedzimy i… w sumie nie do końca wiemy, o co chodzi. Bo akurat w 2025 roku polska gospodarka faktycznie urosła realnie o 3,6 proc., a wartość produktu krajowego brutto sięgnęła według wstępnego szacunku 3 912,7 mld zł. Tak podał Główny Urząd Statystyczny na początku tego roku. I przy tej okazji wraca pytanie, które laikom wcale nie jest takie jasne: PKB, czyli produkt krajowy brutto — co to właściwie jest i jak urzędnicy w ogóle dochodzą do tej liczby.
Jak to ująć najprościej… PKB to suma wartości wszystkich finalnych towarów i usług wytworzonych w kraju w danym okresie, zwykle w ciągu roku. No i dlatego ekonomiści traktują go raczej jak taki termometr gospodarki. Im szybciej rośnie, tym mocniej pracują fabryki, sklepy i biura.
PKB co to jest i jak GUS go liczy
I tu robi się ciekawie, bo statystycy nie liczą tego jedną metodą. Stosują trzy ujęcia, które w teorii powinny dać identyczny wynik. Pierwsze patrzy na produkcję, czyli na wartość dodaną w przemyśle, budownictwie i usługach. Drugie liczy wydatki, a mianowicie: konsumpcję gospodarstw domowych, inwestycje, wydatki państwa i saldo handlu z zagranicą. Trzecie z kolei sumuje dochody, czyli płace i zyski. Trzy drogi, jeden cel.
Co tu jest istotne — kiedy mówimy o wzroście gospodarczym, GUS posługuje się PKB realnym, no i takim oczyszczonym z wpływu inflacji. Dzięki temu jak porównujemy rok do roku, to widzimy faktyczną zmianę wolumenu, a nie tylko skok cen. To w sumie ważne, bo inaczej dalibyśmy się nabrać na same podbite ceny.
Co napędzało wzrost w 2025 roku
W czwartym kwartale gospodarka wyraźnie przyspieszyła. Jak podaje money.pl, „PKB w IV kwartale wzrósł o 4,0 proc. rok do roku” oraz o 1,0 proc. w ujęciu kwartalnym. A tymczasem pierwszy kwartał zamknął się wynikiem 3,2 proc. — i potem każdy kolejny był jakoś tam odrobinę lepszy.
Motorem okazały się inwestycje i konsumpcja. I tak: inwestycje wzrosły o 4,7 proc. rok do roku, konsumpcja prywatna o 4,2 proc., a popyt krajowy o 4,3 proc. Ale najbardziej w oczy rzuca się spożycie publiczne, które „wzrosło aż o 7,3 proc.”. To naprawdę sporo.
Po stronie wytwarzania obraz był mniej więcej równie szeroki. Przemysł zwiększył wartość dodaną o 4,1 proc., budownictwo o 4,8 proc., a handel i transport o jakieś 5 proc. Czyli generalnie rosło wszędzie, nie tylko w jednym miejscu.
Co dane mówią o kondycji finansów
No i tu wchodzi w grę druga strona medalu, bo wzrost wzrostem, ale… ekonomiści ING zwracają uwagę, że „deficyt sektora finansów publicznych w 2025 r. był zbliżony do 7 proc. PKB”. To jeden z najwyższych odczytów w całej Unii Europejskiej, o czym pisał między innymi Rzeczpospolita.
Na 2026 rok prognozy są już raczej ostrożniejsze. Ten sam bank przewiduje, że „początek 2026 r. przyniesie lekkie osłabienie dynamiki PKB do 3,6–3,8 proc. rdr”. Czyli, innymi słowy, tempo ma zostać przyzwoite, ale bez dalszego przyspieszania. Spokojnie, ale bez fajerwerków.
I jeszcze jedno, o czym warto pamiętać — te podane liczby to dopiero wstępny szacunek. GUS rewiduje odczyty, jak napłyną pełniejsze dane, i kolejne publikacje potrafią podnieść albo obniżyć wcześniejsze wyniki nawet o kilka dziesiątych punktu procentowego. Więc to nie jest tak, że to już raz na zawsze wykute w kamieniu.