Zaczęło się od tego, że sprawdziłem, ile naprawdę zostało mi z lokaty… i trochę mnie zatkało. No bo właśnie wtu wchodzi on — podatek Belki, czyli ten 19-procentowy ryczałt, który państwo po cichu ściąga z naszych odsetek z lokat, z zysków ze sprzedaży akcji i z dywidend. I akurat wokół tej daniny robi się dziś chyba najgłośniej w resorcie finansów, bo rząd zapowiada, że od 2026 roku ma ją ograniczyć.
Ta danina jest z nami od 1 marca 2002 roku. Wprowadził ją rząd Leszka Millera, a swoją potoczną nazwę zawdzięcza ówczesnemu ministrowi finansów Markowi Belce. Na początku dotyczyła tylko odsetek od lokat i kont oszczędnościowych… z czasem objęła w sumie każdy zysk z kapitału, jaki sobie wymyślimy.
Podatek Belki: jak działa pobór z lokat i z giełdy
To, jak ten podatek nas dopada, zależy od tego, skąd w ogóle pochodzi zysk. Przy lokatach i kontach oszczędnościowych dzieje się to samo z siebie — bank po prostu nalicza 19 procent od odsetek i odsyła je do urzędu skarbowego. My dostajemy na konto kwotę już pomniejszoną o podatek i raczej nie musimy nic zgłaszać, niczym się przejmować.
A przy inwestycjach na giełdzie i w funduszach to wygląda zupełnie inaczej. Tu zysk rozliczamy sami, na formularzu PIT-38, do końca kwietnia następnego roku. No i właśnie dlatego od dochodu z akcji możemy odjąć poniesione straty — a przy lokatach czegoś takiego się nie da.
Stawka jest płaska i w ogóle nie zależy od tego, ile zarobiliśmy. Te same 19 procent zapłaci ktoś, kto wyciągnął sto złotych na lokacie, i inwestor, który sprzedał akcje z naprawdę grubym zyskiem.
Ile naprawdę zabiera z oszczędności
Najlepiej widać to na przykładzie. Od lokaty z odsetkami 1000 zł fiskus zabiera 190 zł, a na konto trafia nam 810 zł. A przy wysokiej inflacji realny zysk po opodatkowaniu bywa bliski zera — i to akurat od lat jest głównym argumentem tych, którzy tę daninę krytykują. Więcej o samej konstrukcji i o wyjątkach opisuje serwis Forsal.
I tu uwaga — mimo tych wszystkich zapowiedzi zmian sama stawka w 2026 roku zostaje taka sama, czyli nadal 19 procent. Reforma ma natomiast wprowadzić zwolnienia dla części z nas, tych oszczędzających.
Co zmieni reforma w 2026 roku
Minister finansów Andrzej Domański zapowiedział, że danina przetrwa, ale w takiej okrojonej formie. „Zlikwidowany nie zostanie, zostanie ograniczony” — stwierdził szef resortu, odnosząc się właśnie do podatku Belki.
Najważniejszy ma tu być próg zwolnienia. „Oszczędności, inwestycje do 100 000 zł nie będą objęte podatkiem Belki” — zapowiedział Domański, dodając, że „szczegóły tego rozwiązania będziemy podawać w najbliższych dniach”. Według tego, co ujawniono z założeń, aktywa złotowe, czyli akcje albo jednostki funduszy, miałyby być zwolnione do 100 tys. zł, a produkty oszczędnościowe — lokaty i obligacje — do 25 tys. zł.
Pierwotny pomysł był trochę inny, a mianowicie: kwota wolna liczona jako iloczyn 100 tys. zł i stopy depozytowej NBP, czyli mniej więcej nieco ponad 5 tys. zł rocznie. Tyle że tego rozwiązania w budżecie na 2026 rok już nie będzie. Resort — o czym pisze między innymi Stockwatch — tłumaczy tę zwłokę kosztem dla finansów publicznych.
A wpływy z tej daniny od lat i tak maleją, bo przy niskim oprocentowaniu lokat odsetki są po prostu mniejsze, no i razem z nimi mniejszy jest podatek do pobrania. Ostateczny kształt tego zwolnienia i data, kiedy wejdzie w życie, wciąż jakoś tak czekają na zapis w ustawie budżetowej na 2026 rok.