Artykuł 5 NATO — co to jest i jak działa
Wyobraź sobie, że ktoś napada na twojego sąsiada, a wtedy cała ulica staje w jego obronie… mniej więcej tak działa najsłynniejszy przepis NATO. Mówimy o artykule 5 traktatu waszyngtońskiego — to jedyny punkt sojuszu, który zobowiązuje wszystkie państwa członkowskie do wspólnej obrony, gdy jedno z nich zostanie zaatakowane. I co ciekawe, w całej historii NATO uruchomiono go raptem raz.
Cofnijmy się trochę. Dokument podpisano 4 kwietnia 1949 roku w Waszyngtonie. Polska dołączyła do sojuszu jakieś pół wieku później, a mianowicie: 12 marca 1999 roku. I od tego dnia jesteśmy objęci gwarancjami zapisanymi w tym kluczowym, piątym punkcie traktatu.
No dobra, ale wróćmy do samego zapisu — bo on w sumie jest dość krótki. Państwa zgadzają się, że napaść zbrojna na jednego sojusznika w Europie albo Ameryce Północnej będzie traktowana jak atak na wszystkich. Czyli jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
„Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub kilka z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim” — tak brzmi pierwsze zdanie artykułu 5. I to jest właśnie rdzeń całego sojuszu, serce tej całej maszyny.
Tutaj jednak uwaga, bo to ważne: traktat wcale nie nakazuje automatycznej wojny. Każde państwo ma podjąć działania, „jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej”. Czyli to każdy kraj sam decyduje, jak mocno się zaangażuje… nikt nikogo nie wpycha siłą na front.
A skoro już o zakresie mowa — to akurat precyzuje artykuł 6. Obejmuje on terytoria państw członkowskich, wyspy na Atlantyku na północ od Zwrotnika Raka, no i ich siły zbrojne oraz statki na tym obszarze.
Kiedy uruchomiono artykuł 5
Jak już wspomnieliśmy, taki moment był tylko jeden. NATO powołało się na ten przepis 12 września 2001 roku, czyli dzień po zamachach na World Trade Center i Pentagon. I tu ciekawostka — po raz pierwszy zadziałał on w obronie Stanów Zjednoczonych, a nie jakiegoś państwa europejskiego.
Decyzja zapadła wieczorem, w Radzie Północnoatlantyckiej. Sojusznicy uznali wtedy, że ataki kierowane z zagranicy wyczerpują definicję napaści zbrojnej. Więcej o tym, jak to wszystko wtedy przebiegało, przypominają archiwa serwisu TVN24.
A my, czyli Polska, sięgaliśmy raczej po inne narzędzie — artykuł 4. On pozwala zwołać konsultacje, gdy któryś członek sojuszu czuje zagrożenie. Warszawa korzystała z tej ścieżki między innymi po rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Co artykuł 5 oznacza dla Polski
Dla państwa, które graniczy z Rosją i Białorusią, ta gwarancja ma wymiar całkiem praktyczny, a nie tylko symboliczny. Na wschodniej flance stacjonują wielonarodowe grupy bojowe NATO, no i Polska gości jedną z nich.
Sojusz wielokrotnie podkreślał, że obrona nie zależy wyłącznie od artykułu 5. Równie ważny jest artykuł 3, który nakazuje każdemu państwu rozwijać własną zdolność do odpierania ataku. Czyli krótko mówiąc — sami też musimy o siebie zadbać.
„Bezpieczeństwo jednego sojusznika jest bezpieczeństwem wszystkich” — tę formułę powtarza się w kolejnych deklaracjach szczytów NATO. A Polska należy dziś do liderów wydatków obronnych w sojuszu, przeznaczamy na ten cel ponad 4 procent PKB.
Warto przy tym pamiętać o jednym: te gwarancje obowiązują tylko państwa członkowskie. Dlatego dyskusja o rozszerzeniu NATO zawsze sprowadza się do pytania, kto w sumie zostaje objęty tym parasolem z piątego punktu traktatu. Szczegóły zapisów znajdziesz w analizach portalu Polityka.
I tak to mniej więcej wygląda — mechanizm prosty w teorii, ale wymagający w praktyce. Atak na Estonię, Litwę czy Polskę uruchamia dokładnie te same zobowiązania, które w 2001 roku zadziałały po drugiej stronie Atlantyku.